|
Eugenia siada na katafalku i podsłuchuje. W tym momencie chwali Edka.
Wchodzi Eleonora z tacą, herbata plus ciastka.
Artur siada przy stole, jest na nim pełno różnych niepotrzebnych rzeczy. Edek chce pożyczyć na kilka dni ten album anatomiczny. Eleonora zgania mamę z katafalku. Ale czy Artur się zgadza? Wszystko mu jedno. Matka mówi, iż nie ma cukru, bo Eugeniusz zjadł. On tego nie potwierdza, zjadł tylko dżem. Cukier zjadł Edek. Eugeniusz mówi, podlizując się Edkowi, iż ten ma szczęście. Eleonora pyta Edka, czy ten oszukuje? Miał dla niej przegrać, ponieważ jej obiecał, że przegra. Edek przyznaje się do pecha.
Wchodzi Stomil skuszony zapachem kawy. Kłania się też Edkowi. Eleonora prosiła go, aby wyspał się do południa, ponieważ po południu łóżko będzie zajęte. Ale Stomil nie może spać, ma nowy pomysł.
Artur prosi go, aby się chociaż pozapinał. Ale ten pyta, dlaczego? „Bo tak wypada”- odpowiada Artur. Ale Stomil musi znać prawdziwe przyczyny, bo jest człowiekiem sięgającym w głąb przyczyn. Wypija łyk kawy. Edek wypija kawę Artura. Stomil pyta, czy ktoś usunie katafalk w końcu, bo wnęka przydałaby się na doświadczenia. Eugenia wolałaby, aby katafalk wyniesiono. Artur robi awanturę, zarzuca, iż w domu panuje bezwład, entropia i anarchia. Dziadek zmarł 10 lat wcześniej i nikt nie usunął katafalku. Biega po scenie. Ma 25 lat, a jego wózek do tej pory znajduje się w pokoju, kopie go. Znajduje też suknię ślubną jego ciotki i inne rupiecie.
Edek wypija kawę, a Eleonora podziwia jego picie.
Stomil dziwi się buntowi syna. Mówi o swobodzie życia i rupieciach, że one po prostu sobie leżą i nikogo nie obchodzą. Rozmawiają z Eleonorą o dawnych czasach, kiedy mieli wystawę w muzeum dotyczącą nowoczesności. Mieli dobre recenzje. W swoich projektach głosili rewolucję i rozbijanie starych form. Eleonora twierdzi, że nic się nie zmienili, dalej idą naprzód i walczą ze starą epoką. Stomil nie bardzo wie, jaką, już jej nie pamięta. Ona liczy lata, kiedy to było. Stomil patrząc w lustro, stwierdza, iż są nadal młodzi. Artur otrzeźwia ich mówiąc, że tego świata już dawno nie ma. Ojciec uświadamia go, ile musieli walczyć z losem, ile trzeba było mieć odwagi, aby zatańczyć na przykład tango? On nie zdaje sobie z tego sprawy, ile im zawdzięcza. Artur oskarża ich, że zatruli wolnością pokolenia wstecz i wprzód. Przykładem jest babcia, która wiecznie gra w karty, w pokera.
Stomil mówi, że gdy oni byli młodzi każdy bunt miał wartość dynamiczną. Oni już przygotowali grunt dla młodego pokolenia poprzez negację wszystkiego, co było, stworzyli nową przyszłość i wartości. Jego rzeczą jest wychodzić poza formę. Artur zauważa, iż już „nic nie jest możliwe, bo wszystko jest możliwe”.
Chłopak chce porządku świata. Zarzuca rodzicom, że tak długo byli antykonformistami, że dla niego niczego nie zostawili, żadnych norm, które mógłby podważać. Może zatem buntować się jedynie przeciwko ich rozpasaniu. Namawiają go, aby zbuntował się przeciwko nim, ale on określa ich jako masę. Nie może być konformistą, a koledzy śmieją się z niego.
Stomil chce zarazić go pięknem sztuki, ale Artur neguje wartość sztuki, to zawracanie głowy.
|
|